Strona główna
Shalom...
Dylematy muzykanta
Muzyka w muzyce
Recenzje płyt
Inspiracje
Zdjęcia
   
 


        Każdy z nas powinien od czasu do czasu odetchnąć. Mam na myśli zawodowe obowiązki i wszystko co jest z nimi związane. Tylko, czy się da…? Zagoniony medialną codziennością, ostatnie kilka ładnych dni postanowiłem spędzić z dala od radia i telewizji, mając ze sobą wyłącznie nowe płyty z polską muzyką, których z powodów mniej lub bardziej ważnych nie zdążyłem przesłuchać w ciszy i spokoju. Urlop – idealny czas, by swojej pasji zatapiania w nowe dźwięki, poświęcić się bez reszty. To także okres, w którym jakby nie było, czas wolniej płynie, więc tak czy inaczej minut miałem pozornie więcej. Zdarzyło się jednak coś, czego zrozumieć nie potrafię. Zaopatrując się w zestaw albumów imponujący, z każdą chwilą odsłuchową stwierdzałem, że muzyki mam coraz mniej. Piękne okładki, stylizacje posunięte do granic możliwości, lecz w dźwiękach miałko. Owszem, większość zrealizowana poprawnie, tylko uczulony na wartości kompozycje i następstwa akordów, momentami dopadała mnie irytacja, połączona z kolejnym dowartościowaniem potęgi dawnych wzorców. Pamiętam, jak przed laty ‘uknułem’ teorię, że to, co naprawdę wydarzyło się w muzyce, stało się za sprawą Haydna, Mozarta i Beethovena – reszta, to tylko wariacje na ‘ich’ temat. Ostatnio to jakby się tylko potwierdza.

     Nie pojmuję, dlaczego tak wielu muzykantów ‘pisząc’ piosenki skupia się w ‘pochodach’ harmonicznych tylko na triadzie, ‘przyprawianej’ mniej lub bardziej Toniką szóstego lub Subdominantą drugiego. Koło kwintowe, to przecież nieograniczone możliwości i wystarczy trochę więcej chęci i wysiłku, by ‘coś’ z niego wydobyć. Nikt przecież w dzisiejszych czasach nie będzie rozliczał z harmonii klasycznej i kwint równoległych, bowiem w gitarowej muzyce tychże mamy pod dostatkiem. Usłyszałem niedawno od pewnego wokalisty ‘trzeba tak pisać, by ludzie zrozumieli – prosto…’ Przyznam, że się tym zadziwiłem, bo jeśli tak, jeśli nasi pieśniarze śpiewają utwory mniej wymagające, to znaczy, że zdecydowanie przeważa ilość, a nie jakość. Ameryki oczywiście nie odkrywam. Każdy wie, że obecnie ważne jest, aby ‘towar’ dobrze sprzedać i tyle. Muzyka stała się elementem handlu, w którym jej wartość zatraca się z dnia na dzień. Przykładów mógłbym dawać sporo - wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak bardzo lubimy wracać do lat minionych, tworzyć nowe interpretacje starszych dzieł, śpiewać i remiksować covery. Idziemy na łatwiznę dla zysku – niekoniecznie wcale materialnego. Choć także przeglądając Zaiksy miałbym wiele postulatów w sprawach kompozycji łącznych… Mam wrażenie, że powoli zbliżamy się do ściany, od której ‘odbiją’ się tylko ci, którzy mają pojęcie o harmonii i niekoniecznie chcą tworzyć coś, po najmniejszej linii oporu. Ci, których nie będzie zadowalać trywialna pioseneczka wpadająca w ucho na dwóch akordach, z totalnie zgraną formą [intro – zwrotka – refren – zwrotka – refren – solo – modulacja – refren – coda] i zwrócą uwagę na ‘harmoniczne spoiwo’ jaki jest melodia – wymyślona - nowa. Melodia, nie będąca kopią, ani cytatami poprzednich śpiewaków, tylko czymś, czym się każdy komponujący może poszczycić. Czymś, co zawiera autorski szlagwort i zostaje w pamięci bez żadnych skojarzeń. Zadziwiające, że im stylistyka jest mniej masowa, tym bardziej powstają przemyślane utwory. Powinno być przecież odwrotnie, biorąc pod uwagę chęci sprzedaży. Owszem, duża odpowiedzialność leży także po stronie odbiorców, którzy jakby nie było, stali się o wiele mniej wymagający niż jeszcze parę lat temu. Teraz, mam wrażenie większość słyszy muzykę, lecz jej nie słucha… a szkoda. To my, twórcy [za takiego też się uważam] powinniśmy stawiać poprzeczkę ciągle wyżej, aby mieć własną, prawdziwą satysfakcję z tworzonych przez nas dzieł. Może ktoś posądzi mnie, że uznaje tylko takich wykonawców, którzy wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Otóż nic bardziej mylnego. Zarówno w sferze muzyki pop, dance, jak i rocka [także tego progresywnego] lubię artystów, którzy muzycznie mają coś do powiedzenia. Coś co sprawi, że się przy nich na dłużej zatrzymam. Nie będę słuchał tylko rytmu, ale urzeknie mnie także następstwo akordów. A przecież o to chodzi.

     Dość narzekania, co byśmy nie popadli w skrajność. Tragedii nie ma, ale każdy kto się para muzyką wie, że zawsze może być lepiej. Poza tym - słowo artysta, do czegoś zobowiązuje, dlatego [muzycy i muzykanci] dla wspólnego dobra i duchowego artystycznego spełnienia - więcej muzyki w muzyce proszę…