Strona główna
Shalom...
Dylematy muzykanta
Muzyka w muzyce
Recenzje płyt
Inspiracje
Zdjęcia
   
 


     W dobie ciągłego zalewu muzyki z Wysp i zza wielkiej wody oraz nieodłącznego wpatrywania się w to, co nowego gra w Londynie, postanowiłem przekornie spojrzeć w drugą stronę w poszukiwaniu nowych dźwięków i muzycznych inspiracji. Miniony festiwal Jazz Jamboree spowodował, że za sprawą FUNK’N’STEIN „wybrałem się” do Tel-Awiwu i ku zdziwieniu wpadłem w wir słuchania, poznawania i odkrywania. Bóg jest – stwierdziłem pokornie - wszystkim dający talent, lecz nie zawsze wszystkim podobne możliwości zaistnienia w europejskim muzycznym świecie. Zespół przypominający Fishbone, złapał mnie bardzo sprawnie grającą sekcją instrumentów dętych. Ośmiu muzyków grających Funk, R&B i Soul z sekcją dętą, wręcz zachwycił. Postanowiłem dalej poszperać w muzycznych śladach Tel-Awiwu i natknąłem się na AMIRAM INC. Reprezentantów różnych stylów i kultur, podpartych solidnym rockowym brzmieniem, które w połączeniu ze skrzypcami tworzy wrażenie swojskości, ale też zupełnie nowego ciekawego brzmienia. Otoczony wszechobecną muzyką w czystym wydaniu, dotarło do mnie, że kiedy krytycy zajmowali się fenomenem Britney Spears i Limp Bizkitt, alternatywną część Tel-Awiwu zdobyli MAD BLISS. Porównywani do Ocean Size, czy My Bloody Valentine, tworzą doprawdy unikalną scenerię. Nawet swojego czasu Maelstrome Magazine napisał o nich : „Jest w nich coś magnetyzującego i pasjonującego”, „Tomer Raivit oferuje odważny wokal porównywalny do brzmienia Chrisa Cornella, ponadto serwuje niesamowicie zapadające w pamięć gitarowe solówki”. A co najważniejsze Mad Bliss mają już na swoim koncie tytuł jednego z najlepszych izraelskich zespołów grających koncerty na żywo. Jednak najbardziej chyba znanym z izraelskich wokalistów rockowych nurtu muzyki niezależnej jest SHY NOBLEMAN. Na jego twórczość ma wpływ muzyka artystów takich jak The Kinks, Scott Walker i Wings, a porównywany jest do Adama Green’a i Jensa Lekmana. O sobie mówi, że jest „jednym z najbardziej innowacyjnych i charyzmatycznych artystów, którzy kiedykolwiek tworzyli w Tel Awiwie”.

TAMAR EISENMAN      Coś w tym jest, bo gdy tak słuchałem i ‘odkrywałem’ tamtejszą scenę, innowacyjności nie brakowało. Świadczyć może także o tym młoda, śliczna Izraelka z gitarą TAMAR EISENMAN. Ta dziewczyna posiada niesamowity dar wabienia publiczności, który wykorzystuje na każdym koncercie. To piekielnie utalentowana dwudziestosiedmiolatka, która ma szansę zrewolucjonizować światową scenę muzyczną. Kreuje nowy styl, zwany „hip-rock”. Obok takich propozycji, nie powinno się przechodzić obojętnie, tym bardziej, że ta różnorodność stylów sprawia, że obok tych artystów nie można przejść obojętnie. Jest w nich coś świeżego, dziewiczego, a jednocześnie bardzo dojrzałego [w końcu to sami zawodowi muzycy] co powoduje trwałe przykucie uwagi i słuchanie. Taki np. wokalista i basista EITAN RADOSHINSKI [lider Midnight Peacoks]. Facet potrafi połączyć Hard-core, ze stylem orientalnym i kabaretowym. I można ?! Każda ich piosenka w pewien sposób fascynuje i zaskakuje odbiorcę. Wszyscy Ci artyści swobodnie posługują się językiem angielskim i w nim śpiewają, co nie powinno stanowić żadnego problemu z dotarciem do szerszej rzeszy odbiorców. Jednak wciąż gdziś jest jakaś bariera…

HAIVRIT     Wyjątek może stanowi trio HAIVRIT - przedstawiciele młodszego pokolenia izraelskiej sceny alternatywnej. Określani jako new-wave-post-punk. Jednakże z pełna świadomością twierdzę, że gdyby ich nagranie „Kaitz”[dostępne w sieci] doczekało się angielskiego tekstu i „kompozycyjnego źródła” na Wyspach, już byłoby europejskim hitem… Wymieniać by można jeszcze długo. 

     To tylko część imponującej listy, obecnie bardzo prężnie działającej muzycznej sceny Izraela. W wolnej Europie pozostaje mieć nadzieje, że pomimo politycznych zawirowań i nie zawsze sprzyjających mentalnych ograniczeń, także i ta muzyka będzie miała szansę NA PRAWDĘ zaistnieć, bo poziom wokalistów i instrumentalistów jest wręcz imponujący, a muzyka broni się sama. Niejednokrotnie stawiając wyżej poprzeczkę, od tej, którą umiejscowiły nam zespoły „ogólnie dostępne”. Jestem wdzięczny losowi, że sprawił, bym zadał sobie trochę „trudu”, aby tego doświadczyć…