TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
Dub Step
Dylematy muzykanta
Grać, czy brzmieć...
Inspiracje tfu-rcze
Komponowanie
Koncertowy chaos
Muzyka w muzyce
Noworoczna myśl
Radość muzykowania
Shalom
Targowisko
Dylematy muzykanta

       Pytanie, które zawsze sobie zadaję biorąc do ręki gitarę, czy stając w myślach przed mikrofonem. Gdzie jest początek ? Co było pierwsze ? Jak mądrze napisać dobą piosenkę – od czego zacząć ? Czy w pierwszej kolejności próbować śpiewać melodię, szukać jej, układać linię w głowie, czy być może szukać dla niej solidnego podparcia instrumentalnego w postaci dobrego riff’u ? Wszystko raczej na to wskazuje, że nie ma takiej możliwości, aby połączyć jedno z drugim. Teoretycznie skupiając się na melodii i nucąc sobie ‘to i owo’ w myślach, mam przecież mieć w głowie wstępny przebieg akordów, lecz także wiem, że będzie on się zmieniał z każdą chwilą odśpiewania po raz kolejny tzw. ‘prymki’. Riff raczej w tym przypadku nie wchodzi w grę, bowiem to harmonia ma niejako dopełnić całości – i słusznie. Jednak zastanawiając się na solidnym wsparciem gitarowym muszę także myśleć riff’em. Ale czy także, skoro riff to rytm ? Może przede wszystkim ? Powraca nieustannie pytanie – jak stworzyć dobrą piosenkę tak, by przy kompozycji coś, nie powstawało kosztem czegoś. Łatwe to nie jest, mając na chociażby na uwadze, że tak na prawdę melodia jest uszeregowaniem dźwięków w czasie i powiązana jest przede wszystkim z rytmem. A rytm, to czas. Rytm natomiast, to oczywiście najważniejszy z trzech [obok melodii i harmonii] głównych elementów muzyki. Można przecież sobie wyobrazić muzykę bez melodii, ale bez rytmu się nie da !? W sprawach ‘ad.libitum’, nikt przecież poważnie nie będzie myślał o riff’ie. To rytm organizuje tzw. czasowy przebieg utworu. Więc skoro riff opiera się na rytmie, to pozornie powinniśmy mieć ‘podstawę’ do stworzenia dobrej piosenki. Ale czy na pewno ? Ilu z nas zaczyna od melodii ? To przecież ona jest spoiwem łączącym przebieg akordów i wszystkiego, nad czym tak ‘ciężko’ pracujemy.

     A riff ?? Czym że jest riff ? Teoretycznie w gatunkach muzycznych ‘rockopodobnych’, to krótka fraza, powracająca wielokrotnie, która powinna ‘wpadać w ucho’. Pisze powinna świadomie, bo skoro w utworze powraca wielokrotnie to siłą rzeczy jest zapamiętywana. Ale z tym ‘wpadaniem w ucho’ to jak wiemy różnie bywa. Inna sprawa, że takich riff’ów jak w ‘(I Can't Get No) Satisfaction’, ‘Smoke on The Water’, czy ‘Back in Black’ juz raczej nikt nie wymyśli. Pewnych wzorców już się nie przeskoczy, tym bardziej, że z dnia na dzień odżywają one na nowo. Nawet gdzieś spotkałem się ze stwierdzeniem, ze w takim ‘Smells Like Teen Spirit’ to był riff ! Pytam – gdzie tam jest riff …?!?
    Nie wdając się Cobain’owe dywagacje musze stwierdzić, że mimo tego, że to riff zaczyna piosenkę, że powinien być charakterystycznym momentem w utworze, to melodia nadaje kompozycji prawdziwy muzyczny kształt. To ona tak naprawdę formuje nagranie w naszej pamięci. Nie da się napisać ‘przeboju’ spychając melodię na drugi plan. Nie da się ominąć tych dźwięków, dzięki którym będziemy nucić piosenkę po latach, nie pamiętając nawet następstw akordów w niej zawartej. Idealne, jeśli melodia współgra z riff’em i odwrotnie, nie wchodząc sobie w drogę. Trudne, ale są dowody, że jest to do zrobienia.

Reasumując. NIC nie zwalnia wokalisty od myślenia nad DOBRĄ linią nawet wtedy, jeśli jest w zanadrzu dobry riff, a także NIC nie zwalnia gitarzysty od zaprzestania pracy na riff’rm nawet wtedy, gdy melodia utworu powali go na kolana. Każdy swoją pracę powinien wykonywać jak najlepiej, aby muzycznie NA PRAWDĘ zostawić coś po sobie. Szkoda, jeśli sam zespół zapomina o swoich piosenkach po latach… tak też się zdarza. A co w chwili, gdy za wszystko jest ‘odpowiedzialny’ jeden człowiek ? Pytanie postawione przeze mnie na wstępie wciąż pozostanie bez odpowiedzi, bowiem jak to w przyrodzie zawsze cos powstaje kosztem czegoś… 

   Kończąc moje ‘twórcze’ dylematy powracam do przyjemności muzycznych, zamykając się w studio i dalej tworząc w swojej prywatnej symbiozie. Na szczęście mam ten komfort, że nigdzie mi się nie spieszy… Czego i wszystkim życzę...