TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
3 Doors Down
Brian Johnson
Carlos Santana
Cypress Hill
Dave Gahan
Glenn Hughes
Iron Maiden
Lemmy Kilmister
Ozzy Osbourne
Queen
Paul Gilbert
Ray Wilson
Robert Trujillo
Taria Turunen
TAPFS
Brian Johnson

Nie wszyscy o tym wiedza, ale Twoja pasją są samochody. Pamiętasz jak się to zaczęło ?

To przez ich brak. Nie miałem ich w 1952 roku w Dunston. Tylko inni je mieli. Słyszałem te pracujące silniki i widziałem tych ludzi jadących. Chciałem wiedzieć co się tam dzieje, gdzie oni jadą. Co mają do roboty w samochodach. To było coś magicznego. Tak jak oglądało się filmu i patrzyło na nie podczas pościgów. To było naprawdę coś wspaniałego. Były zrobione przez ludzi, stawały się coraz szybsze i szybsze. Uwielbiam też ich zapach. Wiem, że brzmię jak Niemiec, te ich skórzane kostiumy itp. I zapamiętajcie moi drodzy jedną zasad: im większy Niemiec, tym mniejszy kostium!  

Jeśli miałbyś wybrać jeden samochód, a resztę Twojej kolekcji mielibyśmy zniszczyć, to który byś zachował?

Chyba Rolse Royce Phantom. Gdy jeździłem nim, nie wyglądałem jak snob. Jeździłem w jeansach i koszulce. W Ameryce to samochód dla wyższych klas, dla snobów, a to po prostu wspaniały samochód człowieku! Kocham go bo, po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że będę taki posiadał. Kiedy byłem dzieckiem patrzyłem jak starsi przyjaciele grali w domino, kto wygrywał mówił tylko. „Oho, moja kolej, żeby przejechać się Rolse Roysem.” Oni tylko wypatrywali okazji, żeby wsiąść do takiego samochodu. Jakieś 3 lata temu stwierdziłem, że starzeje się, więc co się stanie jeśli sobie taki kupie? Mam już 62 lata więc co mi szkodzi? Stać mnie na niego więc nic nie stoi na przeszkodzie. W zasadzie to kupiłem go bardziej przez przypadek…

Właśnie wydałeś ekscytującą książkę Rockers and Rollers. Swoją autobiografię. Powiedz coś o niej tym, którzy jeszcze jej nie mieli okazji przeczytać, lub o niej nie słyszeli?

Mam straszną pamięć. Naprawdę. Nie mogę przypomnieć sobie tego co robiłem w przeszłości, tak jak ludzie mówią mi: „O, Brian pamiętasz to było wspaniała impreza!” A ja odpowiadam: „Nie…”. A oni mówią: „No miałeś wtedy tę niebieską „?”. I wtedy dopiero zaskakuje: „O tak!”. I wtedy zdałem sobie sprawę, że jedyne o czym myślałem to stare samochody, które posiadałem i przyjaciele, których miałem. Pamiętałem historię, które związane były z „erami”, czy też może z czasem kiedy miałem dany samochód. Nie chciałem, nawet napisać tej książki. To w zasadzie przez Jimmy’ego Neila - ?, mojego dobrego przyjaciela. Chodziliśmy razem na lunche i kolacje, jego menadżer też chodził z nami. Któregoś dnia powiedzieli: „No wiesz Brian powinieneś… powinieneś je opowiedzieć, bo na pewno wiele tego dużo…” Powiedziałem tylko, że nic nie pamiętam… Przypomniałem sobie potem jak stworzyliśmy „Black Ice”. Pierwszy tydzień w studio to najnudniejszy czas bo chłopaki sprawdzają dźwięk, dostosowują się do producenta, itp. Więc pomyślałem, mam długopis i zeszyt. Więc zacząłem pisać te historie. Zrobiłem mały skan i posłałem go do Anglii. Poprosili mnie, żebym przesłał im coś jeszcze, więc dosłałem. Nie zdążyłem nawet dostać listu, a oni chcieli to opublikować. Powiedziałem, że chyba sobie żartują o jest to bzdura, ale za to śmieszna bzdura! Nie przestałem pisać. Pisałem w trakcie tworzenia albumu i gdy wróciłem do domu. Mieliśmy zacząć tour, chyba to był początek listopada 2008. I stwierdziłem: „Ok., starczy”. Pisałem cały czas te głupie rzeczy. I to wszystko nie miało ukazać się w formie książki, ale muszę przyznać, że jestem z tego dumny, bo są tutaj rzeczy, o których już zapomniałem i o ludziach, o których zapomniałem. Mogli potem stwierdzić „Łał, jak wspaniale to czytać. Tyle robiliśmy…” I jest to całkiem śmieszne, nie ma to żadnego głębszego sensu. To coś do czytania w kiblu! Możesz to wziąć kiedy chcesz i poczytać i potem wykorzystać w jakiś „inny” sposób. Po prostu jestem szczęśliwy, że ktoś uważa ją za wartą wzięcia z półki.

Teraz po przeczytaniu tej książki można jasno stwierdzić, że nie lubisz „Pimp my Ride” ? (program MTV)

Nie! To ohydne! Po co tak robić? Nie, nienawidzę tego! W Ameryce gdzie żyję, są okropne samochody. Kiedyś obok lotniska i czekało na nas wielkie BMW pomalowane na szkarłatną czerwień i miała pełno tych małych naklejek i wystających elementów i wlotów powietrza. Nawet na dachu! I miały wielkie felgi, które się kręciły! Powiedziałem, że nie wsiądę do tego i gość, który prowadził tą limuzynę powiedział, że to samochód z klasą! „Tak ma to klasę, prawda?” Nie można się z nimi kłócić, ale jest to okropne!

W ostatnim tygodniu odbyła się rocznica „Back in Black” Najlepiej sprzedawany album. Marzyłeś, że stworzysz tak wielki album?

Absolutnie nie. Nikt nie wchodzi do studia by zrobić zły album, ani, myśląc, że zrobi wspaniały album. Wszyscy zawsze wchodzą by zrobić po prostu dobry album. To było magiczne 6 tygodni. Byłem wtedy w zespole parę tygodni. Polecieliśmy na Bahamy. Chłopaki byli bardziej wystraszeni, niż ja. Nie wiedzieli co ze mną zrobią. Wydawali się takimi zawodowcami i liczyli, że będę dobrym dealem. Gdy weszliśmy do studia chłopaki zaczęli grać, nie mieli słów i zaproponowali, żebym coś napisał. Tak to właśnie zaczęliśmy robić. Oni tworzyli kawałki a ja pisałem. Pisałem i potem dla nich śpiewałem i czekałem na decyzję czy im się to spodoba. Nie mieliśmy czasu by być wybredni. I to właśnie dlatego nie składaliśmy tego z kawałków. Mieliśmy podany budżet, więc musieliśmy wydać ten album jak najszybciej się da. I najtaniej jak się da. Ale okazało się, że było fantastycznie, chłopaki byli zadowoleni. Dawali mi szanse.

Bon Scott słyszał Ciebie jeszcze zanim umarł?

Tak słyszał i wspomniał o mnie chłopakom. Polecił mnie im również menadżer. Radziłem sobie potem lepiej niż z Geordie. Dostawałem w końcu pieniądze i mogłem sięgając dzieciakami. Wcześniej myślałem, że już nigdy nie wrócę do muzyki.

Więc zadzwonił telefon i dowiedziałeś się o przesłuchaniu do AC/DC? Co powiedziałeś?

Mówiłem tę historię tyle razy, ale ciągle jest to moja ulubiona historia! Zadzwoniła jedna Pani, miała ciężki niemiecko-rosyjski... taki wschodni rodzaj akcentu. To była 2 po południu, dobrze to pamiętam. Powiedziała:

„Jesteś Brian Johnson?” Zapytałem, kto pyta?

Odpowiedziała:

 „Potrzebny jesteś by przyjechać i zaśpiewać z zespołem...”

„Jakim zespołem?” – spytałem.

„Nie mogę Ci powiedzieć...” Nie pojechałbym do Londynu nie wiedząc o kim mowa... „Okej powiem Ci to Ej, Ejsi i Disji...”

„AC/DC!!!” – krzyknąłem. –  „Oh łał, kiedy możemy się spotkać?!”

Byłeś ich fanem już wcześniej?

Słyszałem ich już wcześniej, mniej więcej rok wcześniej. W college’u. Byłem wciąż nakręcony i ciągle podekscytowany. Patrzyłem na ten uniform i to było coś niesamowitego!

Co wykonałeś na pierwszym przesłuchaniu.?

Najpierw wykonałem „Notbush City Limits”... Myślę, że był to dobry wybór. Chłopaki nie znali tego kawałka za bardzo. I oni i ja byliśmy trochę niepewni. Gdybym wykonał jakąś piosenkę AC/DC na „dzień dobry”, czułbym się trochę zażenowany. A ta piosenka była zabawna. Mieliśmy z tego niezłe śmiechy. Spojrzałem wkoło. Podnosili brwi w uznani, bo to niezła rock’n’rolloowa piosenka. Chłopaki podłapali Groove. Potem wykonaliśmy „Whole Lotta Rosie”. Nigdy nie myślałem, że się dostanę, ale ciekawość mną zawładnęła. Chciałem zaśpiewać z nimi.

Kiedy Cię powiadomili?

Jakieś dwa dni później otrzymałem telefon od menadżera. Zapytał czy nie chciałbym przyjść następnego dnia. Powiedział, że chcieliby spróbować jeszcze raz. Czułem się trochę zlany, ale poszedłem tam. Wykonaliśmy „Highway to Hell”. Chłopaki pokazali jeszcze kilka riffów, które pojawiły się w „Back in Black”, to były poszczególne riffy. Poprosili mnie żebym spróbował coś zaśpiewać do tego. Powiedzieli, że tytuł to „Back in black”, jedyne co wiedziałem o tym to jaki ma to tytuł. I to też śpiewałem. Riffy były zwykłym tam-ta-ram-tam. A ja zacząłem śpiewać „Baaack in blaaack”. Zrobili tylko „hm”. To całkiem wysoko zaśpiewana piosenka. Po tym usłyszałem: „Jedziemy na Bahamy na kilka tygodni, może chciałbyś się załapać?”

Byłeś zdenerwowany? Czy fani przyjmą dobrze nowy album?

Oh tak. To największa rzecz. Myślę, że wtedy AC/DC osiągnęło wielką prędkość w zgarnianiu fanów. Ci ludzie byli w napięciu i przez co ja byłem w napięciu. Byłem oszołomiony, niczego nie można było się po nich spodziewać.

Było ci ciężko stanąć na scenie?

Było i nie było jednocześnie. To stało się tak szybko. Chłopaki byli bardzo pomocni. Mówili: „Chodź Johnson!” Na pierwszym koncercie, był w Belgii. Miało być około dwa tysiące dzieciaków! To było takie Eurohall, gdzie można przenosić ściany. Przyszli do nas techniczni i powiedzieli, że musimy wyjść na scenę później bo muszą poszerzyć sektor na tysiąc kolejnych ludzi. I to się znowu powtórzyło. Oni ciągnęli zewsząd, z Niemiec i z Francji... Siedziałem tylko na backstage’u „... Jezu...” Nigdy nie zapomnę początku. Zagraliśmy „Bad Boy Boogie” i chyba zaśpiewałem te słowa do innej piosenki... Byłem zdenerwowany, nie pamiętam. Ale było wspaniale. Zdałem sobie sprawę, że w tym zespole nie będzie łatwo. Tutaj trzeba dać 100 % siebie! Od początku do końca.

Co dla Ciebie znaczy Classic Rock ?

Z klasycznym rockiem to tak jak z klasyczną muzyką. To ma wiele znaczeń. Jest wspaniała, patetyczna klasyka i są też krwawe lamenty. Pewnie niemieckie... A klasyczny rock to coś co przyczepia się do Ciebie i jest przy Tobie jak dorastasz. Im bardziej dojrzewasz, tym więcej rozumiesz z tej muzyki. Nie musisz machać głową do tego, ale możesz posłuchać jeżdżąc samochodem. I mieć wielki uśmiech na twarzy. To jest klasyczny rock! Klasyczny rock to nie pop. Pewnie jest też klasyczny pop. Jestem tego pewien. Ale klasyczny rock to, to co pamiętasz...

Radia grające klasyczny rock ciągle grają to samo, wszystko jest skomputeryzowane. I jest program czwartkowy, środowy, poniedziałkowy, sobotni, a tam nikogo nie ma, poza gościem, który to puszcza i zgrywa w domu. Teraz wszystko jest wyliczone, ile ludzi słucha czego. Oni muszą siedzieć w domu i składać to do kupy. Czasem jak puszczasz radio w Stanach to słyszysz piosenkę, która leciała dzień wcześniej, dokładnie o tej samej porze. To prawie jak jakaś pętla. Uważam, że rock klasyczny powinien być traktowany jak inne poważne rodzaje muzyki. Tak uważam.