TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
3 Doors Down
Brian Johnson
Carlos Santana
Cypress Hill
Dave Gahan
Glenn Hughes
Iron Maiden
Lemmy Kilmister
Ozzy Osbourne
Queen
Paul Gilbert
Ray Wilson
Robert Trujillo
Taria Turunen
TAPFS
Carlos Santana

Jaka magia tkwi w nagrywaniu płyt ?

To w dużym stopniu sprawa łaski. Dzięki łasce jest ten strumień, jest synchronizacja, są te wszystkie rzeczy, które wykraczają poza przyziemną egzystencję. To zahacza o kwestie paranormalne. Wszyscy, z którymi współpracowałem przy nagrywaniu tej płyty mówili to samo: że jeszcze zanim do nich zadzwoniłem i zaproponowałem im wspólną pracę, słyszeli już w głowie tę muzykę – jadąc taksówką, będąc w restauracji czy gdziekolwiek. To była pełna synchronizacja. To tak, jakbyś myślał o kimś przez cały dzień, albo przez krótką chwilę, i nagle ten ktoś do ciebie zadzwonił.

Czy w studio pojawiały się jakieś trudności ?

Sam proces nagrywania przebiegał bardzo naturalnie. Mimo, że zebrała się tam plejada niezwykle utalentowanych ludzi, nie było żadnych zgrzytów, nikt nie narzucał swojego zdania, nie zgrywał bohatera, to było naprawdę cudowne doświadczenie.

Bardzo inspirujące jest przebywanie w towarzystwie Lauryn Hill, Dave’a Matthewsa, Eagle Eye Cherry’ego, Erica Claptona, Roba Thomasa czy Everlasta. Wiele się od nich nauczyłem, wszyscy oni są bardzo utalentowanymi muzykami.

To prawdziwa magia…

Żaden z nas nie jest zainteresowany showbiznesem czy urządzaniem przedstawień – nie, żeby było coś w tym złego, ale nam nie o to chodzi. My jesteśmy prawdziwymi muzykami, wystarczająco naiwnymi lub śmiałymi, aby wierzyć, że muzyka może zapobiec strzelaninom, które prawie codziennie zdarzają się w amerykańskich szkołach.

Na przykład płyta „Supernatural” była sygnałem do pozbycia się strachu, złości i bólu, stanowiła dla ludzi zaproszenie do odkrycia własnego potencjału, własnych możliwości i szans.

Co jest w ludziach, którzy zainspirowali Cię do nagrania płyty...?

Wierzę, że każdy człowiek ma w sobie boski pierwiastek. Uważam, że wiara jest niewidzialną substancją, prawem podobnym do grawitacji. Jeśli coś upuścisz sto razy, sto razy spadnie to na ziemię. Jeśli modlisz się z przekonaniem, że coś się stanie, dostajesz to... To zwycięstwo dla ludzi żyjących przyziemnymi sprawami, bo jeszcze w tym stuleciu sprawy paranormalne staną się tak oczywiste, jak używanie elektryczności w satelitach, radarach czy komputerach. To nie jest już tylko gadka-szmatka, takie rzeczy zdarzają się w codziennym życiu.

Czy mimo tak dużego doświadczenia, ciągle inspirują Cię inni muzycy, nawet z boysbandami włącznie ?

Jestem w dużym stopniu uczniem, choć mam już swoje lata. Ciągle uczę się od artystów, których kocham: od Rage Against The Machine, przez Johna Lee Hookera, do Milesa Davisa i wszystkich muzyków, z którymi grałem. Lubię muzykę dżungli, najbardziej kocham właśnie afrykańską muzykę. To co gram, to jest stuprocentowo afrykańska muzyka. Nie gram muzyki hiszpańskiej czy latynoskiej – ludzie fałszywie identyfikują mnie z takimi właśnie gatunkami. Wciąż się uczę. Nie cofam się, to wszystko dobrze na mnie wpływa: od Johna Coltrane’a do Erica Claptona – to wszystko ma na mnie dobry wpływ. Wartościowe jest nawet to, co robią Britney Spears, New Kids On The Block czy Backstreet Boys. Ricky Martin zaczynał w Menudo a teraz jest nowym Elvisem Presleyem. Na szczęście ma głowę na karku i bardzo dobre serce, dba o swoich rodziców – wierzę, że nie powtórzy błędów popełnianych przez innych ludzi w podobnej sytuacji. Zaczynają oni zadzierać nosa i stają się bezużyteczni, beznadziejni i żałośni ze swoim nadętym ego. Rozmawiam z Rickim i z wielką przyjemnością muszę powiedzieć, że on zajmuje się właściwymi sprawami, spotyka się z rodzicami, spaceruje z nimi po plaży. Jest gwiazdą, ale mocno stąpa po ziemi. Mam nadzieję, że jeśli w jego przypadku jest to możliwe, uda się to też innym dzieciakom.

Dostałeś w życiu wiele nagród. Ale gdybyś mógł teraz wybierać - jaką chciałbyś zostać uhonorowany najbardziej ?

Nagrodą Męża Roku i Ojca Roku. Poruszam się teraz bardziej w mistycznym rytmie. Ja już swoje wygrałem, odniosłem zwycięstwo. Dzwonią do mnie John Lee Hooker, Pharaoh Sanders, Wayne Shorter, a dawniej na przykład Miles Davis. Sam fakt, że mój telefon nie milknie, że ludzie wciąż chcą się ze mną spotykać, że nie spaliliśmy mostów, jest największą nagrodą, o jakiej mogę marzyć. Otrzymywanie wszystkich innych nagród jest dla mnie okazją, aby przekonać ludzi, że każdy z nas jest wielowymiarową istotą duchową o niezmierzonych możliwościach i szansach i że nie powinniśmy nigdy uważać się za ofiary.