TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
3 Doors Down
Brian Johnson
Carlos Santana
Cypress Hill
Dave Gahan
Glenn Hughes
Iron Maiden
Lemmy Kilmister
Ozzy Osbourne
Queen
Paul Gilbert
Ray Wilson
Robert Trujillo
Taria Turunen
TAPFS
Ray Wilson
Jaka publiczność przychodzi na koncerty Genesis Klassik? Myślisz, że są to fani wczesnego Genesis, czy może fani płyty Calling all stations? 

Mam trzypokoleniową publiczność. I myślę, że to cudowne. Widzisz kogoś na widowni, kto jest nastolatkiem albo ma dwadzieścia – dwadzieścia jeden lat. I widzisz też sześdziesięciopięciolatka. I autentycznie, to ciągle zdarza się na moich koncertach. Choć oczywiście, w różnych krajach jest inaczej. W Polsce jest to trochę młodsze pokolenie, niż na przykład w wielkiej Brytanii. Mniej więcej po środku są Niemcy. Nie sądzę, że jest w tym jakaś zasada. Ale często widzę trzy pokolenia podczas jednego koncertu. I uwielbiam to. Myślę, że jest to spore osiągnięcie.

Jesteś obecnie zaangażowany w dwa projekty – Genesis Klassik i Stiltskin?

Zdecydowałem się na stworzenie Genesis Klassik, bo nie miałem w zasadzie nic do roboty. Przygotowałem ostatni album Stiltskin, nie napisałem żadnych nowych utworów i chciałem po prostu zrobić coś innego. Pomyślałem sobie, dlaczego by nie zrobić materiału Genesis z pełnym zespołem, wprowadzając skrzypce i tego typu rzeczy. Bo nie miałem do czynienia z Genesis od 1998. Tak więc przez ostanie półtora roku skupiłem się na przygotowaniu koncertów Genesis Klassik i jest to dla mnie sukces. No i teraz mam już kilka nowych piosenek, znowu mam chęć, by pisać własne utwory. Całkiem dużo teraz piszę, mam nowy materiał. I w przyszłym roku wracam z nową płytą Stiltskin.

Jak dobierasz utwory do projektu Genesis klassik? Podobno polubiłeś utwór Congo, dzięki polskiej publiczności?

Zgadza się, Polacy przekonali mnie do tego, by grać Congo. Oczywiście śpiewałem przecież Congo z Genesis, więc powinienem to grać, ale nigdy nie byłem wielkim fanem tej piosenki. Ale wprowadziliśmy do niej instrumenty klasyczne, na początku piosenki grałem też zawsze na congo. Zaaranżowaliśmy tę piosenkę trochę inaczej, muszę przyznać – lepiej. No i teraz sprawia mi przyjemność granie jej. Wypada naprawdę nieźle na żywo. No a poza tym gram oczywiście calling all stations – i jest to duże sceniczne show. Także akustyczne rzeczy, typu shipwrecked. Ale generalnie jedyny powód, dla którego wybieram jakąś piosenkę, jest to, czy potrafię ją dobrze zaśpiewać. Czy jestem w tym dobry? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to to robię. Jeśli nie jestem w tym dobry, nie robię tego. Więc na przykład piosenki takie, jak invisible touch – która była wielkim sukcesem Genesis – prawdę mówiąc nie wychodzi mi zbyt dobrze. Nie pasuje do mojego głosu. Więc jej po prostu nie gram. No a piosenki typu Carpet crawlers czy land of confusion – wychodzą mi całkiem nieźle – więc je gram. Ale gram też piosenki z solowych płyt członków Genesis - phila Collinsa, Petera Gabriela, Mike and the Mechanics – ludzie to uwielbiają.Wszystko zależy od piosenek.

Jak to jest grać z orkiestrą?

To wyzwanie. Teraz jest znacznie lepiej. Ale początek…  – bo ja nie potrafię czytać nut. Wszystko robię ze słuchu – tak jak Paul mccartney czy wielu innych muzyków . Więc kiedy zaczynasz grac z muzykami klasycznymi, którzy muszą widzieć nuty, mieć je przed sobą, i w ogóle są z innego świata, to jest to dość nietypowe połączenie – klasyki i rocknd rolla. Wiem, że wielu artystów angażuje się teraz w klasyczne projekty i pewnie wszyscy z nich odbierają to w podobny sposób. Ja nie chciałem takiej sytuacji, kiedy muzyk smyczkowy siedzi tu, rockowy tam i nie ma między nimi żadnej twórczej interakcji. Chciałem, żeby muzycy się zaangażowali. I zajęło to rok, zanim ich do tego przekonałem. Żeby nie tylko grali, a potem szli do domu. Teraz tworzymy zespół – tak jak chciałem.

Myślałeś o większej orkiestrze?

Tak, ale kiedy pracujesz z orkiestrą – ja na przykład grałem ze scorpions i z orkiestrą filharmonii berlińskiej – to orkiestra zawłada muzyką. To oczywiste, jak masz 88 osobową orkiestrę. Dźwięk jest potężny, i też wspaniały. Ale bardzo łatwo można zdominować piosenkę, zespół. Zespół gdzieś znika, a zamiast tego występujesz z orkiestrą. Ja tego nie chciałem. Wolałem wprowadzić instrumenty smyczkowe w ramach piosenki, nie ponad nią. Więc zastąpiłem partie klawiszy z utworów Genesis, tak naprawdę najbardziej znane partie –dzięki Tony’emu Banksowi – zastąpiłem je kwartetem smyczkowym i pianinem klasycznym. No i jest różnica – zamiast dużej orkiestry i zespołu, jest jeden spójny dźwięk.

Myślałeś o zaproszeniu do Genesis Klassik kogoś z Genesis?

Pewnie, że myślałem. Najbardziej oczywiste by było, jakbym zaprosił Tonego Banksa albo Steve’a Hacketa. Tak naprawdę czekam na właściwy moment. Przecież nie zadzwonię po prostu do nich i nie poproszę ich o zagranie gdzieś na małym koncercie. To musiałoby być coś dużego, i na pewno nie taniego. Gdyby to była tylko kwestia muzyki, to zaprosiłbym ich nawet jutro, z całą pewnością. Myślę, że na przykład tony banks byłby zachwycony, bo to muzyka klasyczna. A on jest prawdziwym muzykiem. Pewnie skończyłoby się na tym, że by walczył z muzykami o to, jakie nuty mają grać. Byłoby to prawdziwe muzyczne starcie. Ale myślę, ze byłoby to cudowne.

A co z graniem razem z Genesis?

Nie sądzę, żeby to się kiedyś jeszcze miało zdarzyć. Na pewno nie teraz. Panowie już raczej z tym skończyli. Coraz trudniej jest dla nich pojechać w trasę. Śpiewanie piosenek Genesis nie jest takie proste. Ja jestem dwadzieścia lat młodszy od Phila Collinsa, i dla mnie to jest naprawdę ciężka robota. To dlatego, że utwory były pisane przez cały zespół, który nie myślał, żeby je zrobić łatwiejszymi dla wokalisty. Jak wokalista pisze piosenki, to bierze pod uwagę swoje możliwości. A kiedy gitarzysta albo klawiszowiec pisze piosenki, to nie myśli o możliwościach wokalisty – tylko czy to dobrze zabrzmi pod kątem melodii. Więc kiedy oglądasz Phila z lat dziewięćdziesiątych, kiedy byli w największej trasie, to on to dopiero musiał mieć zdrowie, żeby to robic. A ja kiedy z nimi koncertowałem, i miałem 27-28 lat – w końcu młody człowiek – to było naprawdę bardzo bardzo ciężkie. To tak jak naśladować freddiego Merkurego –  kiedy Paul rodgers był w trasie z Queen – to przecież świetny wokalista, ale Freddie był najlepszy. Starać się śpiewać jego piosenki przez dwie godziny – mój boże, co za wyzwanie.