TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
3 Doors Down
Brian Johnson
Carlos Santana
Cypress Hill
Dave Gahan
Glenn Hughes
Iron Maiden
Lemmy Kilmister
Ozzy Osbourne
Queen
Paul Gilbert
Ray Wilson
Robert Trujillo
Taria Turunen
TAPFS
Dave Gahan

Czemu nazwaliście nowy album “Sounds Of The Universe”, czyli “Dźwięki Wszechświata” ?

Myślę, że utwory na tym albumie są... mają więcej pozytywnej energii, są bardziej otwarte, uduchowione, w nadziei na lepszy świat, bardziej otwarty. Wiesz, ja myślę, że nasza muzyka zawsze była – przynajmniej tak się staramy – bardzo atmosferyczna i obrazowa i to jest wspaniałe… „Sounds Of The Universe” brzmi po prostu tak jak powinno, i lubię takie aroganckie podejście do tego.

Ile trwało nagranie nowego albumu ?

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy – to było chyba jakoś w styczniu, poszliśmy o Marta, był tam też Daniel, Jonathan, byłem ja i Fletch oraz Mart. Usiedliśmy w studiu i przesłuchaliśmy to nad czym pracował Mart. Ja miałem trochę rzeczy nad którymi pracowałem. I rozmawialiśmy o tym na luzie – był tam także Ben – Ben Hiller – i on  był bardzo zapalony do pomysłów, które sam przyniósł. Trochę pograliśmy w studiu – w naszym przypadku to, że graliśmy w studiu nie znaczy, że usiedliśmy i zrobiliśmy Jam, czy coś w tym rodzaju. To najcześciej wygląda tak, że Martin gra na gitarze, albo ja śpiewam, zdarza się także, że robimy to jednocześnie, wiesz – często to staje się zalążkiem całego utworu, zbudowanego na tym, co w ten sposób powstaje. Wydaje mi się, że na początku to jest tak, że wrzucasz wszystkie pomysły, które każdy ma do jednego worka, a potem stopniowo po kolei niektóre rzeczy odrzucamy – częściej niż dodajemy. Spotkaliśmy się i zanim tak naprawdę zaczęliśmy cokolwiek nagrywać, to poleciałem do domu do Nowego Jorku i zacząłem pracować głosem z utworami Martina. Byłem nimi naprawdę zainspirowany większością z nich i chciałem coś do tych utworów wnieść swoim głosem. Zacząłem więc pracować codziennie, tak jakbym ćwiczył przed trasą, albo coś w tym stylu. Po jakimś czsie naprawdę zacząłem wyobrażać siebie jako  część tych utworów. Zacząłem zapominać jak myślałem, że powinny brzmieć i jak ja powinienem brzmieć – i byłem stanie użyć tego, co chciałem do utworów wnieść.

Czy integracja między członkami zespołu zmieniła się na tej płycie ?

Myślę, że moja interakcja z Martinem trochę się zmieniła. Czuję się bardziej pewien moich pomysłów, także czuję, że moje pomysły zostały naprawdę wysłuchane, a także dosyć często byłem świadkiem jak z pomysłu zamieniały się w rzeczywistość – a to zawsze dobre uczucie. To czasem naprawdę ciężkie abym teraz – po tym jak śpiewałem wcześniej cudze utwory i je interpretowałem – to naprawdę trudne, bo teraz z jednej strony robię swoje własne utwory, a z drugiej strony – mam cały czas obok kompozytora, który jest bardzo przekonany do tego jak chce aby te utwory brzmiały i dokładnie wie czego chce, jak nuty mają być słyszane i jak mam wyśpiewać każde słowo. No i w przeszłości szczerze mówiąc, trochę pozwalałem aby ten proces tak właśnie wyglądał, ale wydaje my się, że ostatnie kilka płyt – zwłaszcza na najnowszej – tak jak mówiłem – czułem się bardzije pewien tego co wnoszę do brzmienia i to pozwoliło me swobodnie wyrozić siebie wraz z zespołem. Wiesz, to zawsze jest kompromis – na tym polega bycie w zespole, ale często dzieje się tak, ze jesteś pozytywnie zaskoczony tym, co z kompromisu wyniknie, jesteś zaskoczony innymi rzeczami, które powstają gdy nie chcesz wszystkiego kontrolować cały czas, i iść w z góry określoną stronę. Oczywiście, my idziemy w jakimś kierunku – wszyscy razem, ale ale na tym albumie zauważyłe, że byłem inny dla pozostałych, dla Marina i włączałem  się do wszystkiego bardziej. Często w ogóle bez mówienia o tym czuliśmy, że idziemy w tą samą stronę z naszymi utworami.

A jak wyglądał proces komponowania ?

Techniki, których używam ja i Martin znacznie się od siebie różnią. Martin ma bardziej tradycyjne podejście do tematu – on siedzi z gitarą i pracuje nad pomysłem, albo przy pianinie i rozwija swoje pomysły, nuty, które mają im towarzyszyć i jest bardziej pełnym muzykiem niż ja. Wiesz, ja piszę zupełnie inaczej niż on. W tej chwili pracuję z Christianem Eignere i Adrew Phillpotem – i ta współpraca trwa od czasu trasy koncertowej Playing The Angel. Napisaliśmy, nagraliśmy i wyprodukowaliśmy Hourglass razem – i dla mnie – to była swego rodzaju kontynuacja tego co było wczesniej. Ale kiedy wchodzimy do studia – wiesz, to jest inaczej – kiedy nagrywałem demo utworów które dołożyłem do albumu miałem z tyłu głowy cały czas: nie bądź zbyt drobiazgowy o tym jak chce aby wszystko wyglądało. Chciałem aby – ktokolwiek będzie produkował nagrania – jedną z tych osób z pewnością miał być Martin – także coś od siebie wniósł do tych utworów. I Martin był bardzo… bardzo dużo to tej muzyki wniósł.

Dlaczego wybraliście Ben Hillera na producenta ?

Wiesz, myślę, że to czego Ben naprawdę nauczył się przy Playing The Angel, jest to, że on zna najlepszy sposób na wyciśnięcie z nas wszystkiego i sprawić, że będziemy pracowali cały czas i nadal mieli energię aby wchodzić do studia. On jest bardzo muzykalny, tak samo jak Luke i Ferg, więc mili dużo uczucia do tego, co robiliśmy i są także bardzo… wiesz, znają tę technologię, która teraz jest dostępna. I właściwie dużo z tego wykorzystaliśmy na nagraniu. Martin ma nowy fetysz – kupuje mnóstwo rzeczy na e-bayu. Większość instrumentów – w sumie to myślę, że prawie wszystki  kupił na e-bayu. Te analogowe syntezatory, czy automaty perkusyjne, a także rzeczy, których używaliśmy w latach 80-tych  - on regularnie te rzeczy kupował. Korzystamy z nowoczesnej technologii, wiesz, a także nowych Presów produkcji, ale generalnie i tak wszystko pochodzi od brzmień wypracowanych albo na analogowych sytnezatorach albo z gitar, albo z rozwalania czegoś o podłogę. Wiesz, dużo rzeczy, których używaliśmy kiedyś, dawno temu, używaliśmy także przy nagraniu tego albumu.

Czym jest bycie w Depeche Mode ?

To moja praca, naprawdę dobra praca. I wiesz, brzmi to jak banał, ale Wisz jak jest… znać ludzi 30 lat i nadal być w stanie robić z nimi muzykę, którą chcesz robić.