TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
Dub Step
Dylematy muzykanta
Grać, czy brzmieć...
Inspiracje tfu-rcze
Komponowanie
Koncertowy chaos
Muzyka w muzyce
Noworoczna myśl
Radość muzykowania
Shalom
Targowisko
Targowisko

Messe, czyli massa…

          Marzec 2012. Ponad 20 stopni w cieniu, pięknę słońce i ja nie całkiem przypadkowo we Frankfurcie nad Menem. Postanowiłem wybrać się na targi muzyczne, które co roku odbywają się w tym mieście. Największe takie targi w Europie, a może i na świecie. Przyznam, że robią olbrzymie wrażenie. Kilka hal wystawienniczych wielkości biosk piłkarskich każda, tysiące wystawców, setki tysięcy instrumentów i niekończący się ocean ludzi żądnych nowości, przepięknych instrumentów, sprawdzonych systemów nagłaśniających i wielu wielu innych rzeczy, które mogą się wiązać bezpośrednio lub pośrednio z dźwiękiem wydobywanym oraz dźwiękiem obrabianym. Wybierając się na nie, usłyszałem od kilku znajomych ‘pamiętaj, aby mieć zatyczki do uszu’… W pierwszej chwili pomyślałem ‘po co’ ?! Ale po kilku sekundach zrozumiałem co moi koledzy mieli na myśli i od razu postanowiłem sprawdzić, dlaczego tak się dzieje…

Głośniej, nie znaczy lepiej…

          Dźwięki wydobywane. Warto się teraz na kilka chwil przy nich zatrzymać. Nie daje mi spokoju to, co zobaczyłem na tego rodzaju ‘przypadkowych’, choć za razem nieprzypadkowych spotkaniach muzyków i muzykantów. Używam słowa ‘muzykanci’ z pełna świadomością, ponieważ odnoszę wrażenie, że muzycy trochę inaczej podchodzą do wydobywania dźwięku, a także nieco inaczej się w takich miejscach zachowują. Wyjaśniam…

          ‘Muzykant’ wybiera się na targi aby zobaczyć jedne z najlepszych produktów światowych firm, przyjżeć się pięknym znanym gitarom z bliska, a jak tylko nadarzy się okazja, wziąć instrument w ręce swe i …?! I tu zaczyna się problem. Zdecydowana większość takich młodych adeptów [dajmy na to] gitarowej sztuki zaczyna grać to, co niekoniecznie najlepiej portafi, sprawdzając czy uda się daną ‘figurkę’ na tymże nowo złapanym w ręce instrumencie zagrać, jak tylko się da najbardziej efektownie i niejednokrotnie najszybciej. Ale efektownośc nie idzie raczej w parze z efektywnością… Zazwyczaj takie figurki trwają od 5, do 15 sekund, więc sprawiają wrażenine krótkiej serii z muzycznego karabinu ! Czasami serii, powtarzanej niestety w kółko, bo zazwyczaj w takich przypadkach coś nie wychodzi. Np. palec spadł ze struny, bo w końcu to przecież nowo wzięty do ręki instrument[?!], nie było wystarczających par oczu gapiów skierowanych w stronę danego ‘muzykanta’ lub sam ‘solista’ uznał, że warto właśnie TERAZ taką zagrywkę poćwiczyć kilka razy w kółko, bo być może akurat na tym instrumencie może ona wreszcie wyjdzie… Po czym delikwent odkłada gitarę na swoje miejsce, idzie do innego stanowiska/producenta i sytuacja powtarza się od początku...

           Bywa też i tak, że tenże młody-gniewny gitarzysta, grając swoje wprawki, zaczyna przestawać nawet słyszeć to co gra. To dlatego, że wokół niego na sąsiednich  stanowiskach producentów instrumentów, pojawiają się inni, podobni do niego, którzy robią dokładnie to samo. Tez zaś, aby dać TYLKO sobie więcej komforu, delikatnym acz sprawnym ruchem dłoni wykonuje obrót gałki głośności we wzmacniaczu w prawą stronę, co powoduje, że w hali wystawienniczej pojawia się m o n s t r u a l n a kakofonia, która jest nie do okiełznania… Zazwyczaj trwa to kilka godziń dzienne, bowiem na tego rodzaju targach naprawdę jest w czym wybrać jeśli chodzi o dobre i zarazem dostępne instrumenty, a i wystawców jest ‘kilku’... Niestety ten problem dynamiki, zawsze powoduje ból głowy dla niekoniecznie grających zwiedzających. Jednakże mam wrażenie, że chyba nie dotyczy to w/w muzykantów, bo tych będących tzw. ‘gwiazdami dnia’ gowa zazwyczaj boli nieco inaczej… To już jest temat do przemyślenia…

Słuchać, a słyszeć…

         Z obserwacji wiem, że u bardziej doświadczonych muzyków sprawy mają się z goła odmiennie. Ci zaś, biorąc nowo poznane instrumenty do ręki, zamim wydobędą z nich kilka lub kilkanaście dźwięków przyglądają się im uważnie. Zwracają uwagę z czego są zrobione, jak są wykonane, romawiają z wystawcą próbując dowiedzieć się kilku jakże cennych informacji o samej konstrukcji danego instrumentu, a jeśli jest taka możliwość chcą oczywiście porozmawiąc z samym producentem, by wiedzieć JAK on jest zrobiony, dlaczego taka, a nie inna jego konstrukcja i czemu to w zasadzie ma służyć. Następnie zaś, jeśłi oczywiście zajdzie taka potrzeba zaczynają grać… ZAWSZE NA POCZĄTKU WOLNO…Słuchają barwy instrumentu, przyglądają się jego menzurze, sprawdzają rezonans, a także możliwości dynamiczne [ale zaznaczam] w zakresie takiego samego wolumenu w przypadku użycia dodatkowego wzmacniacza...itd. Dopiero po chwili, jeśli instrument przypadnie do gustu, zaczyna się trochę szybsze ‘ogrywanie dźwięków’, słuchając ciągle jego barwy, ale bez szaleństw. Tutaj zazwyczaj każdy wie, że niebagatelną rzeczą jest wygoda i przyjemność z grania. A nagłe ‘krótkie serie’ o których pisałem wcześciej, nie dają raczej satysfakcji. A w takich miejscach szczególnie… Targi muzyczne raczej nie są do tego odpowiednim miejscem… A i publiczność też nie ta… I jeszcze jedno. NIE SĄ to dźwięki lub zagrywki ulubione, ale odpowiednio dobrane akordy, pasaże, flażolety, atakże wolne długie dźwieki, które dają odpowiednie spojżenie na INSTRUMENT, a nie instrumentalistę…

Znani, bardziej schowani…

        Chodząc i obserwując to wszystko z stwierdzam tekże, że mało jest w takich miejscach znanych i cenionych muzyków grających, bo nikt z nich nie ma zamiaru się ‘przekszykiwać’ w dźwiękach z muzykantami… Szkoda, bo targi muzyczne powinny być także miejscem, gdzie można spotkać mniej lub bardziej znanych, ale lepszych od siebie, by móc porozmawiać z nimi o sposobach grania, artykulacji, preferancjach dotyczących instrumentów, a przy okazji poradzić się jak poszukać i dobrać dla siebie instrument i na co zwrócić uwagę. Warto by było niejednokrotnie usłyszeć od nich prywatnie pare mądrych zdań dotyczących grania i muzykowania… Z pewnością można tu spotkać ‘gwiazdy’, ale w zatyczkach do uszu, podążające przeważnie w jednym kierunku… Niestety coraz mniej jest okazji na bliższe spotkania, bowiem ci znani i lubiani wpadają do takich miejsc zazwyczaj na krótko, o odpiednio wcześniej zaplanowanej godzinie, do specjalnie na tę okazję wyznaczonego dla nich stanowiska. Przeważnie tylko po to, aby uśmiechąć się do wycelowanych obiektywów, rozdać autografy sterczącej w olbrzymiej kolejce wygłodniałej gawiedzi, po czym uciec w miarę sprawnie od ściskających skronie decybeli. Na jakąkolwiek bliższą rozmowę raczej nie ma czasu… Szkoda…

        Reasumując. Abym nie był źle zrozumiany. Jestem wielce rad, że widziałem tylu wielu mlodych sprawnych muzykantów. Jestem także całym sercem i umysłem za tym, aby młodzi muzycy grali jak najwięcej i jak najczęściej próbawali wielu instrumentów. Ale nie po to, by sobie w takich miejscach po prostu pograć i przy okazji się dowartościować, ale po to, aby mądrze wybierać coś dla siebie, bo to ku temu jest najlepsza okazja. Jeśli zaś nie mają takiego zamiaru, to może warto, aby dali szansę innym, podobnym do siebie… Bo do takich decyzji potrzebny jest komfort grania i słuchania. Pozytywów jest znacznie więcej. I to włąśnie one powodują, że do takich miejsc się wraca i miło wciąż wspomina. O tym może opowiem przy innej okazji. Jedno jest pewne. Za rok także mam zamiar być we Frankfurcie, a i Wam polecam gorąco polecam taką wizytę…

Z muzykalnym pozdrowieniem…