TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
Dub Step
Dylematy muzykanta
Grać, czy brzmieć...
Inspiracje tfu-rcze
Komponowanie
Koncertowy chaos
Muzyka w muzyce
Noworoczna myśl
Radość muzykowania
Shalom
Targowisko
Muzyka w muzyce
      
    Wakacje-urlop. Bardzo dobry moment w roku, gdzie można odetchnąć od codziennej pracy zajmując się ulubionymi rzeczami w ciągu dnia…, choć nie tylko…;) To także kilkanaście dni w roku bez codziennych problemów, bez zobowiązań, bez zawodowych spotkań, by nie powiedzieć bezmyślnych... Ale to także mój ulubiony okres worku, gdzie mogę na spokojnie i w skupieniu nadrobić moje zaległości w muzyce. Tej granej, a także tej odtwarzanej. I na tej ostatniej chciałbym się dzisiaj skupić

     Każdy z nas powinien od czasu do czasu odetchnąć. Mam na myśli zawodowe obowiązki i wszystko co jest z nimi związane. Tylko, czy się da…? Zagoniony medialną codziennością, ostatnie kilka ładnych dni postanowiłem spędzić z dala od radia i telewizji, mając ze sobą wyłącznie nowe płyty z polską muzyką, których z powodów mniej lub bardziej ważnych nie zdążyłem przesłuchać w ciszy i spokoju. Urlop – idealny czas, by swojej pasji zatapiania w nowe dźwięki, poświęcić się bez reszty. To także okres, w którym jakby nie było, czas wolniej płynie, więc tak czy inaczej minut miałem pozornie więcej. Zdarzyło się jednak coś, czego zrozumieć nie potrafię. Zaopatrując się w imponujący zestaw nowych albumów, z każdą chwilą odsłuchową stwierdzałem, że muzyki mam coraz mniej. Piękne okładki, stylizacje posunięte do granic możliwości, lecz w dźwiękach i harmonii jakoś miałko. Owszem, większość zrealizowana poprawnie, tylko uczulony na wartości kompozycyjne i następstwa akordów, momentami dopadała mnie irytacja, połączona z kolejnym dowartościowaniem potęgi dawnych wzorców. Pamiętam, jak przed laty ‘uknułem’ teorię, że to, co naprawdę wydarzyło się w muzyce, stało się za sprawą Haydna, Mozarta i Beethovena – reszta, to tylko wariacje na ‘ich’ temat... Odniosłem wrażenie, że ostatnio to jakby się tylko potwierdza.

      Nie pojmuję, dlaczego tak wielu muzykantów ‘pisząc’ piosenki skupia się w ‘pochodach’ harmonicznych tylko na triadzie, ‘przyprawianej’ mniej lub bardziej Toniką szóstego lub Subdominantą drugiego ?! Koło kwintowe, to przecież nieograniczone możliwości i wystarczy trochę więcej chęci i wysiłku, by ‘coś’ z niego wydobyć. Nikt przecież w dzisiejszych czasach nie będzie rozliczał z harmonii klasycznej i kwint równoległych, bowiem w gitarowej muzyce tychże mamy pod dostatkiem. Usłyszałem niedawno od pewnego wokalisty ‘trzeba tak pisać, by ludzie zrozumieli – prosto…’ Przyznam, że się tym zadziwiłem, bo jeśli tak, jeśli nasi pieśniarze śpiewają utwory mniej wymagające, to znaczy, że zdecydowanie przeważa ilość, a nie jakość ?!
Ameryki oczywiście nie odkrywam. Każdy wie, że obecnie ważne jest, aby ‘towar’ dobrze sprzedać i tyle. Muzyka stała się elementem handlu, w którym jej wartość zatraca się z dnia na dzień. Przykładów mógłbym dawać sporo - wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak bardzo lubimy wracać do lat minionych, tworzyć nowe interpretacje starszych dzieł, śpiewać i remiksować covery. Idziemy na łatwiznę dla zysku – niekoniecznie wcale materialnego. Choć także przeglądając Zaiksy miałbym wiele postulatów w sprawach kompozycji łącznych… I zadziwia mnie fakt, jak wielu nowych artystów, ‘podpisuje’ się pod kompozycjami sprzed lat…
     

     Mam wrażenie, że powoli zbliżamy się do ściany, od której ‘odbiją’ się tylko ci, którzy mają pojęcie o harmonii i niekoniecznie chcą tworzyć coś, po najmniejszej linii oporu. Ci, których nie będzie zadowalać trywialna pioseneczka wpadająca w ucho na dwóch akordach, z totalnie zgraną formą [intro – zwrotka – refren – zwrotka – refren – solo – modulacja – refren – coda] i zwrócą uwagę na ‘harmoniczne spoiwo’ jaki jest melodia – wymyślona – NOWA – z pewnością zyskają wiele. Melodia, nie będąca kopią, ani cytatami poprzednich śpiewaków, tylko czymś, czym się każdy komponujący może poszczycić. Czymś, co zawiera autorski szlagwort i zostaje w pamięci bez żadnych skojarzeń.

     Zadziwiające, że im stylistyka jest mniej masowa, tym bardziej powstają przemyślane utwory. Powinno być przecież odwrotnie [?!], biorąc pod uwagę chociażby chęci sprzedaży. Owszem, wiem, duża odpowiedzialność leży także po stronie odbiorców, którzy jakby nie było, stali się o wiele mniej wymagający niż jeszcze parę lat temu. Teraz, mam wrażenie, że  większość słyszy muzykę, lecz jej nie słucha… a szkoda.
Ale to przecież my, twórcy [a za takiego też się przecież uważam] powinniśmy stawiać poprzeczkę ciągle wyżej, aby mieć własną, prawdziwą satysfakcję z tworzonych przez nas dzieł. Może ktoś posądzi mnie, że uznaje tylko takich wykonawców, którzy wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Otóż nic bardziej mylnego. Zarówno w sferze muzyki pop, dance, jak i rocka [także tego progresywnego] lubię artystów, którzy muzycznie mają ‘coś’ do powiedzenia. Coś co sprawia, że się przy nich na dłużej się zatrzymuję. I nie jestem zmuszony słuchać tylko rytmu, ale urzeka mnie także przemyślane następstwo akordów. A przecież w muzyce o to chodzi.

     Dość narzekania, co byśmy nie popadli w skrajność. Tragedii nie ma, ale każdy kto się para muzyką wie, że zawsze może być lepiej. Poza tym - słowo artysta, do czegoś zobowiązuje, dlatego [muzycy i muzykanci] dla wspólnego dobra i duchowego artystycznego spełnienia - więcej muzyki w muzyce poproszę…