TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
Dub Step
Dylematy muzykanta
Grać, czy brzmieć...
Inspiracje tfu-rcze
Komponowanie
Koncertowy chaos
Muzyka w muzyce
Noworoczna myśl
Radość muzykowania
Shalom
Targowisko
Radość muzykowania

    Tak się złożyło ostatnimi czasy, że z racji zawodowych lub z czystej ciekawości mam okazję słuchać i oglądac wiele mało znanych kapel i przyglądac się ‘młodym gniewnym’ muzykom, co robią na scenie. A z tym bywa bardzo różnie. Zaniepokoiło mnie narzekanie na tzw. komfort grania.  Interesujące jest taże to, co ‘młodzi’ mają do powiedzenia po swoim koncercie i jak się zaczynają ‘tłumaczyć’…

     Od początku. Wchodzi zespół na scene i przygotowuje się do koncertu. Na sali cisza. Gitarzyści zaczynają się stroić. Niejednokrotnie bywa tak, że trwa to ok. 3-4 minut, co jest dla widza mało znośne i publika zaczyna się niecierpliwić. Czując presję ze strony publiczności niektórzy ‘stroiciele’ poganiani przez kolegów z zespołu przedkładają chęc rozpoczęcia koncertu nad odpowiedni strój własnych instrumentów. I zaczynają… Publika zniecierpliwiona głośnych dzięków wreszcie dostaje to co chce, z jednym zastrzeżeniem. Coś nie gra… coś nie brzmi… coś nie stroi…[?!?] Zaczyna się ogólne zniecierpliwienie, acz artyści na scenie nie dają po sobie tego poznać.. Widac jednak, że coś nie idzie. Szczęśliwie dobijają do końca sztuki i zazwyczaj wtedy zaczyna się tłumaczenie. A to słaby akustyk, a to w odsłuchach nie to, co miało być, zbyt mało czasu na przygotowanie się ko koncertu, za gorąco na scenie itd. Długo by jeszcze można wymieniać.

     Sprawa wydaje się jednak prosta. Akustyk, to też człowiek i z każdym można się dogadać – wystarczy tylko chcieć. Nikt z zasady złośliwy w tej branży nie jest. To artyści bywają czasem bardziej kapryśni.. Na scenie zazwyczaj bywa dużo cieplej, bo reflektory grzeją – wystarczy mieć tego świadomość. I najważniejsze. Czas na przygotowanie instrumentów ze strojeniem włącznie NIE JEST NA SCENIE. Wciąż zbyt mało ‘młodych’ adeptów estradowej sztuki przykłada wagę do tego jak się przygotować do koncertu PRZED wejściem na scenę, niż do samego występu na niej. Sala prób jest cierpliwa i w niej można stroić się do woli i próbowac ukręcać brzmienie. Scena jednak na to nie pozwala. Warto zatem pomyśleć o przygotowaniu instrumentów przed pojawieniem się nie niej. Wsytarczy wyjąć gitarę i postawić w bezpieczmym dla niej miejscu aby pochłonęłą trochę energii z sali i nabrała temperatury. Wystarczy pomyśleć o tym, by nastroić się pare minut przed wejściem na scene, a tuż przed rozpoczęciem koncertu tylko sprawdziś strój. To zdecydowanie zaoszczędzi czas oczekiwania na pierwsze koncertowe dźwięki, a także pozbawi niepotrzebnego zniecierpliwienia muzykom i widzom przy okazji. Wystarczy tylko więcej pomyśleć i przewidzieć to co się może wydarzyć w trakcie koncertu, a wszystkim będzie dużo łatwiej i przyjemniej. 

     Nie zrozumiałe dla mnie jest, kiedy kapela po każdym swoim koncercie zaczyna generalnie narzekać na to, co się działo na scenie. Wnini zazwyczaj wszystko i wszystkich, tylko nie siebie. Obiektywnie jednak stwierdzam, że wcale tak nie jest. Owszem zdażają się ‘nieprzygotowani’ do pracy realizatorzy dźwięku, ale to temat na inną opowieść. Powracając do zespołów jednak, myślę, że gro odpowiedzialności za to co się gra i jak się gra spoczywa na barkach samej kapeli. Wiadomo przecież, że w momencie wejścia na scene zaczyna pojawiać się trema, zniecierpliwienie i momentami nawet rozdrażnienie [sam widziałem]. To wszystko przekłada się na ogólny odbiór występu. Zniecierpliwienie widać, ‘rozstrój’ gitar słychać, a wszystko powoduje, że ‘przypadkowy’ widz ma dość… Kończy się tym, że pozostaje w kapeli niedosyt, a u widza przesyt. A można temu zapobiedz, analizując swój występ dużo wcześniej, bowiem na sam koncert także się składa to, jak sam zespół jest do niego przygotowany. Jednym z pomysłów może być nagranie pełngo występu wraz z wejściem na scenę na taśmę video, dla własnej samooceny i poprawienia błędów. W końcu nic tak nie obnaża niedoskonałości scenicznych jak zapis video. Myślę także, że chyba każdy bardziej doświadczony artysta przyzna, że to najlepsza szkoła dla poprawiania siebie jako przyszłęj ‘gwiazdy’. Warto także i o tym pamiętać, by w przyszłości czerpać z występów przed większą publicznością radość i przyjemność… 

    Miałem okazję ostatnio rozmawiać z kilkoma mniej doświadczonymi koncertowaniem kapelami, które opowiadając o swoich publicznych występach zaczynały narzekać i ‘nakręcać’ się na tzw. NIE… Pierwsza myśł, która pojawiła mi się w głowie brzmiała : ‘po co gracie ?’. Kiedy jednak spytałem ‘czym dla was jest muzyka’, usłyszałem ‘wszystkim’. Jeśłi zatem tak jest, warto dążyć w estradowej sztuce do tzw. profesjonalizmu. Ten zaś, zacznie się objawiać nie tylko na samej scenie, ale w zdecydowanej większości poza nią...

    Oczywiście nie generalizuje. Zwracam tylko uwagę na rzeczy, które wciąż się na klubowych scenach zdarzają, ale juz na szczescie nie są nagminne. Przecież radość z grania, to nie tylko samo wydobywanie dźwięków. To także planowanie tego jak i co zagrać, a także gdzie byłoby ‘to coś’ zagrać najlepiej. Muzyka, to także wszystko, co dzieje się poza konkretnymi dźwiękami/nutami. To także cisza. Wszak najtrudniej w muzyce grać pauzy… Jeśli zatem będziemy wszyscy poważnie podchodzić do tego i mieli świadomość odpowiedniego planowania i przewidywania własnych dźwięków, wtedy z pewnością pojawi się prawdziwa radośc muzykownia…