TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
Dub Step
Dylematy muzykanta
Grać, czy brzmieć...
Inspiracje tfu-rcze
Komponowanie
Koncertowy chaos
Muzyka w muzyce
Noworoczna myśl
Radość muzykowania
Shalom
Targowisko
Dub Step

     Muzyka gitarowa – to brzmi dumnie. Jej tworzenie, inspiracje, szukanie nowych ciekawych rozwiązań melodycznych i harmonicznych [lub nie], stało się czymś, co od lat powoduje u mnie szybsze bicie serca. Czymś takim, od czego nie mogę się oderwać, nie mogę przestać o tym myśleć i [być może z racji zawodu i wykształcenia], czymś od czego jestem ‘analitycznie’ uzależniony.  

     Jest jednak coś, co od kilku miesiący powoduje u mnie spore zainteresowanie, spore zaciekawienie, ale niejednokrotnie także irytacje. Coś, obok czego w dzisiejszych muzycznych czasach nie należałoby przechodzić obojętnie. Coś, co pojawia się w nowej muzyce w niepokojąco rosnącym rozmiarze. Czyli m.in. Dub Step, Drum’n’Bass i jego pochodne. Przyznaje, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, choć wiem, że tego typu gatunki na mujzycznym rynku funkcjonują z powodzeniem od drugiej połowy lat 90-tych minionego stulecia. Preferuję jednak od wielu lat zdecydowanie muzykę gitarową, acz nie zamykam się na brzmieniowe i bezkompromisowe nowości. Jednakże odnoszę wrażenie, że loopy, mocne sekwencje, które mają za zadanie wzmocnić barwowo kompozycję, ostatnimi czasy tak już się nasiliły, że mogą nowopowstałęj muzyce gitarowej także przeszkadzać...

    Pamiętam, gdy pierwszy raz usłyszałem o tym, jak to Jonathan Davis na zamiar przy okazji nowej płyty KoRn, zaaplikować ‘to coś’ do zespołu. Oczywiście znając poczynania takiego Skrilex’a od lat, miałem świadomość tego, że nowej kornowej muzyce krzywda raczej się stać nie może, ale miałem [przyznaje] chwilę zawahania. Doszło do premiery płyty i jej pierwszego odłuchu. Zacząłęm się wtedy zastanawiać nad tym, co mnie męczy. I czy to jest właśnie to, o czym myślę. Czy nawarstwianie się w aranżu tylu różnych brzmień i dźwięków muzyce pomaga, czy raczej przeszkadza ? Nie znam jeszcze wiążącej moje przemyślenia odpowiedzi, ale wciąż o tym myślę. Zacząłem sięgać do artystów, którzy już przed laty zgrabnie i z powodzeniem poruszali się w tej stylistyce, by ‘wejść w to głębiej’ i spróbować zrozumieć po co komu aż tak mieszać style. Słuchająs takich artystów jak Noisia, Messhugah, Celldweller, wspomnianego Korn’a czy nawet ostatnio nowej płyty Muse, uświadomiłem sobie mój niepokojąco krótki zachwyt nad taką formą łączenia i przenikania się stylów.

    I żeby było jasne. BARDZO podoba mi się kreatywne podejście do komponowania i tworzenia nowej muzyki i nowych gatunków. Jednakże nie mogę oprzeć się wrażeniu jakoby coś zostawało w gitarowej muzyce z premedytacją zatracane, na rzecz tzw. nowych technologii. Owszem jest pwenie w tym coś ciekawego, ‘nowego’, innego i niejednokrotnie odkrywczego, ale jest też coś, co uświadomiło mi, że z włożeniem do odtwarzacza noych płyty Whitesnake, Mr.Big, czy Foo Fighters po dawce solidnego ‘rockowego’ Drum’n’bass’u, bardziej uśmiechnęła się moja dusza… To właśnie sprawiło, że z jeszcze większą ochotą wziąłem do rąk moje gitary i zacząłęm je ogądać pod kątem tego, co mógłbym stracić, gybym przedłożył synkopowaną perkusję z sekwensera połączoną z nienaturalnie głębokim subbasem z klawiatury, nad to, co dała mi natura – czyli np. samba, klon, mahoń, palisander i ciężką pracę ludzkich rąk, by stworzyć to coś, co z mam i na czym gram… Zrozumiałem, że moja muzyka powstaje inaczej niż matematycznie układane nutki w zgrabną całość, wydobywające się z elektronicznych zestawów grających. Moja muzyka, to moja gitara, dobre struny, kabel i wzmacniacz. Choć niejednokrotnie między gitarą, a wzmacniaczem pojawia się także tzw. podłoga i w niej co nieco, ale o niej może opowiem Wam przy innej okazji.

    Czy to żle ? Nie wiem. Czy jestem staroświecki ? Być może, ale i tak nie mnie to oceniać… Poddaje tylko pod Waszą rozwagę moje osobiste odczucia i wrażenia po odsłuchowych romansach z przenikaniem się stylów w nowopowstającej muzyce. Oczywiście – mam świadomość tego, że takie ‘zabiegi’ powodują, iż otwierają się przed nami nowe horyzonty brzmieniowe. Ale - czy to jest droga, która ma nas doprowadziś do czegoś konkretnie ? Czy to jest może tuszowanie lub jak kto woli ’szminkowanie’ pop-rockowych niedoskonałości..? Czy być może to jest chwilowe rendez-vous z innym gatunkiem, by z większą przyjemnością wracać do korzeni ? Nie znam na te pytania odpowiedzi i przyznam się szczerze, że nawet nie chcę znać. Najważniejsze jest to, że odkryłem moje gitary na nowo… Czego i Wam życzę…