TOMASZ KASPRZYK
Kasprol
Strona domowa
Felietony
Recenzje
Radio - od A do Zet
Foto
CD i DVD
Koncerty
Kasprolius
Wywiady
Kontakt
Dub Step
Dylematy muzykanta
Grać, czy brzmieć...
Inspiracje tfu-rcze
Komponowanie
Koncertowy chaos
Muzyka w muzyce
Noworoczna myśl
Radość muzykowania
Shalom
Targowisko
Grać, czy brzmieć...

...oto jest pytanie…

   Czy efekty nam pomagają, wspomagają, ułatwiają, czy przeszkadzają..? Po co tak naprawdę je stosujemy ? Dla własnej wygody ? Dla podniesienia włąsnego ego ? Po co gitarzystom i basistom imponujących rozmiarów ‘podłogi’, gdy brzmienie z nich czerpane można by było zamknąć w małym pudełku. Co nam daje sztuczne wzbogacanie włąsnego brzmienia. Dla podniesienia walorów zespołu, czy własnych ? Dla wzbogaczenia aranżu w danej kompozycji, czy może dla oszukania widza/słuchacza niedostatecznym brakiem włąsnych umiejętności..?

   A jak to było jak efektów nie było ? Mam wrażenie, że gitara, kabel, wzmacniacz i muzyczna głowa na karku. Rytm, melodia i harmonia. Od tego wyszystko się zaczęło. Potem doszedł tzw. riff, który powstał niby przy okazji pierwszego przesteru. Ale - tu się zacząłęm zastanawiać, czy gdyby przesteru nie było, powstałby wspomniany riff, czy nie ? Na szczęście szybko znalazłem odpowiedź słuchając i grając najbardziej znane riffy beż użycia efektów. Okazało się, że jest to do zrobienia, bowiem siła tkwi w kompozycji, a nie w brzmieniu. A zatem…

   Co by się stało, gdybyśmy wyłączyli wszystkie wspomagacze ? Jak wtedy wyglądałaby nasza muzyka ? To pytania, które nurtują mnie od dłuższego czasu. Sam jestem tekże zwolennikiem używania różnego rodzaju efektów, lecz coraz częściej zastanawiam się ‘po co to robie’ ? Czy świadomość , że mam to i owo ‘pod nogą’ mi pomaga ? Czy czuję się z tym bezpieczniej jako muzyk ? Czy może wizja tego, że mogę zagrać bez żadnych efektów sprawia, iż we włąsnej głowie widzę siębie brzmieniowo jakoś ubogo ? Nie znam jeszcze na te pytania odpowiedzi.
Ale jedno wiem - za każdym razem jak wchodzę do studia i nagrywam, robie to bez żadnych ‘wspomagaczy’. I to daje do myślenia…

   Nie raz miałem wrażenie słuchając różnego rodzaju gitarzystów i basistów, że ważniejszą dla nich sprawą było ‘jak brzmie’, a nie ‘jak gram’… Mam w związku z tym niezgodę i dylemat, dlaczego tak się dzieje. Co powoduje, że większą wagę przykładamy do tego jakich efektów użyć, niż jak ciekawiej coś zagrać. Dlatego też, coraz częściej myślę o słynnej sentencji, którą kiedyś usłyszałem od bardzo znanego i mądrego realizatora dźwięku, który powiedział wprost : „jeśli chcesz poprawić w studiu sound danego instrumentu, zatrudnij lepszego muzyka”. To daje do myślęnia i nie sposób z taką tezą dyskutować… Albowiem prawdziwe brzmienie wychodzi ‘z palca’, a nie ‘z puszki’…

   Nie jednokrotnie także spotykam się z opiniami różnego rodzaju muzyków, że jakby wyłączyć efekty i zagrać to wszystko soute, to ta, czy inna kompozycja zabrzmi dużo gorzej, by nie powiedzieć ubogo… Są jednak wyjątki, które nie mają obaw co się stanie z danymi kompozycjami, gdy pozbawimy je efektów. Co ciekawe, brzmią one z oczywistych względów inaczej, ale wcale nie gorzej..?!? Robiąc tekie ‘eksperymenty’ odktywamy utwory na nowo. Dowiadujemy się przy tym, ile tak na prawde jest w nich muzyki, a ile nowych technologii. Pamiętam, jak kiedyś usłyszałem, od pewnego bardzo znanego gitarzysty i zarazem wykładowcy wielu muzycznych warsztatów, że tzw. przester nie tylko pokazuje nam jak lepiej naszą muzyke słychać, ale także uświadamia nam, ilu rzeczy nie słychać… Okazuje się bowiem, że gdy wyłączymy przestery i zagramy to samo na czystym brzmieniu, z przerażeniem dowiemy się ile mamy jeszcze warsztatowych niedoskonałości…

   Oczywiście nie można w tym przypadku generalizować i mam tego pełną świadomość. Są przecież takie style w muzyce, które nie uznają brzmień czystych, czy akustycznych..;) Jednakże bardzo szerokie spektrum w tej dziedzinie opiera się wciąż na rytmie, melodii i harmonii. Więc może od czasu do czasu warto wyłączyć efekty, aby sprawdzić co nasz muzyka jest warta…? Przyglądając się temu co się dzieje wokół ‘wspomagaczy’ brzmień, nie mogę uwolnić się od myśli, że to jest droga tylko w jednym kierunku… bez końca… Zawsze przecież będą nowsze efekty, zawsze będą lepsze wspomagacze i myślę sobie, że jak raz tego posmakujemy wchodząc w świat elektroniki, to trudno nam się będzie od tego uwolnić. Ja też tak mam, więc głośno się dziele moimi przemyśleniami i niejednokrotnie wątpliwościami, czy dobrze robie. Dlatego odkłądając teraz na bok moje włąsne brzmienie, węzmę się po prostu za ćwiczenie…